PETER

Złodziej

Description:

Przeciętnego wzrostu, szczupły, żylasty człowiek o nieco ziemistej karnacji skóry, krótkich, czarnych włosach i niebieski choczach. Porusza się zwinnie i trochę jakby… miękko? Wzrok ma czujny, jak człowiek przywykły do oczekiwania niebezpieczeństwa zewsząd…

Bio:
Młody, zdolny, zręczny, majętny – całe życie w blasku i glorii przed nim… Otóż nie. Jak cholera nie. Życie dość wcześnie wybiło go z tej świetlanej wizji przyszłości. Peter przyszedł na świat jako najstarsze dziecko Martina, ubogiego Marienburskiego piekarza i jego żony Elise. Życie jakoś się toczyło, jakoś wiązali koniec z końcem, kiedy Peter miał 5 lat przyszła na świat jego mała siostrzyczka Agnes. Kolejne trzy lata upłynęły im we względnym spokoju do czasu wielkiej wojny z Chaosem. Rodziny piekarza bezpośrednio starcia nie dotyczyły, ale był to ponury czas dla wszystkich. W tym okresie było wiele niepokojów… No i ta cholerna zaraza… Czarne wrzody na ludzkich ciałach, osłabienie, wymioty a w końcu śmierć… To właśnie zaraza zabrała oboje rodziców Petera i Agnes. I wtedy życie mocno się dobrało dzieciom do tyłka. Malutki domek z piekarenką przejęło miasto, jakoby za długi ojca, a dzieci pozbawione jakiejkolwiek innej rodziny trafiły zwyczajnie na ulice… Egzystowały w skrajnej nędzy żebrząc i grzebiąc w odpadkach i pewnie byłby skazane na śmierć, gdyby nie Matka Veronica, kapłanka Shalayi, która w tych trudnych czasach otworzyła sierociniec i krążyła po ulicach zgarniając podobne im sieroty – ofiary wojny i zarazy. Czas sierocińca był dla Petera twardą szkołą życia. Z tej szkoły starał się wynieść jak najwięcej. Wyniósł z niej wiele przydatnych umiejętności, bardzo pilnie uczestniczył w nauce w szkole przyklasztornej, gdzie nauczył się czytać, pisać i rachować. Z czasem wyniósł też kilka różnych sprzętów takich jak świeczniki, cynowe miski i kubki, które udało mu się sprzedać na ulicy za kilka miedziaków wędrownemu kramarzowi… Kradł? Pewnie że kradł. Wszyscy prawie kradli do cholery! Tylko że on robił to znacznie lepiej niż inni. Wiedział że nauka w szkółce przyświątynnej nie zapewni mu bogatej przyszłości o jakiej marzył. Wiedział że wszystko musi zdobyć sam. Nie tylko dla siebie ale i dla Agnes, którą kochał całym sercem, i która została mu jako ostatnia rzecz łącząca go z poprzednim, szczęśliwym życiem w rodzinnym domu. Peter rósł, uczył się, doskonalił w złodziejskim fachu. Bystry, uważny, zręczny. Cechy te rekompensowały mu brak wielkiej siły fizycznej czy umiejętności magicznych. W międzyczasie udało mu się nawiązać trochę kontaktów na ulicy, a w sierocińcu znalazł kilku sobie podobnych straceńców. Samotnik ginął. Należało mieć przy sobie kilku towarzyszy jeśli w tym twardym świecie chciało się przeżyć. Matka Veronica była dobrą kobietą, ale z nią mieli rzadko do czynienia. Inni opiekunowie nie byli tak serdeczni ani wyrozumiali dla wychowanków. Nie szczędzili kar cielesnych, nierzadko okrutnych. Gdy Peter miał 14 lat uciekł z sierocińca i próbował żyć na własną rękę. Najmował się jako posługacz i robotnik portowy, nosił ładunki a w czasie gdy nie było dla niego roboty kradł. I kradł. I jeszcze więcej kradł. Był dobry. Na tyle dobry, że zwrócił na siebie uwagę ludzi Szczupaka – stojącego na czele jednej z lokalnych złodziejskich gildii. Układ był prosty: musiał część ze swoich zysków oddawać gildii a od czasu do czasu wykonać dla nich jakąś robotę, albo zanurkować w rzece z ciężarem u nóg. Zaczął więc dla nich wykonywać różne pomniejsze zlecenia. W międzyczasie cały czas odkładał te pieniądze których nie musiał oddawać Szczupakowi a których nie wydał na bieżące potrzeby. Nie było tego wiele, ale lepsze to niż nic. W wieku 15 lat zabrał z sierocińca Agnes i wynajął im małą, ciasną i obskurną izdebkę w portowej dzielnicy u Pani Rotenmeier, wdowy po kupcu, którą interesowało tylko żeby pieniądze za czynsz trafiały do niej terminowo i nie zadawała niewygodnych pytań. I tak Peter funkcjonuje do dziś. Od czasu do czasu pracuje jako robotnik portowy, a znacznie częściej krąży ulicami i odcina mieszki nieuważnym przechodniom starając się uzbierać więcej pieniędzy na godne, normalne życie. Postanowił że jak nakradnie dostatecznie dużo, to zostanie kupcem i wyda Agnes za mąż dając jej uczciwy i przyzwoity posag… Ot marzenia… A na razie twarda rzeczywistość.

PETER

WARHAMMER astarius