VOLKER

Ochroniarz

Description:

Volker jest dwudziestoparoletnim mężczyzną (nie zna swojego wieku), raczej mocnej budowy ciała. Jego twarz szpecą blizny po ospie a czujne oczy bacznie lustrują otoczenie. Po sposobie, w jaki się porusza, je czy rozmawia widać, że zawsze spodziewa się ataku i jest gotów do walki.

Bio:

Moja historia, na huj ci moja historia? Zresztą skoro chcesz za to zapłacić to mogę ci powiedzieć, to żadna tajemnica, tutaj nie ma tajemnic.
Pierwsze, co pamiętam to sierociniec, matka nie byli zbyt rodzinna jak widać, nie mam do niej żalu. Wychowały mnie siostry z Zakonu Miłosierdzia Najświętszej Shallyi, nie było tam zbyt przyjemnie. Siostrzyczki robiły co mogły byśmy wyszli na ludzi, napierdalały nas brzozowymi witkami, zamykały w izolatce i nakazywały post i modlitwę, ale i tak gówno to dało. Rozumiesz, setka dzieciaków w rozwalającej się ruderze i trzy siostry. Najgorsza była matka przeoryszyna, stara jędza, tej lepiej było schodzić z drogi, do teraz śni mi się po nocach. Jak usłyszałem, że kopnęła w kalendarz to poszedłem na pogrzeb, wiesz no, żeby się …upewnić. Ja to bym kazał starej torbie przebić serce kołkiem dla pewności. Dość szybko dałem drapaka na ulice, wszyscy prędzej czy później uciekaliśmy, wiesz, tam się działy złe rzeczy, nie mówię tu o głodzeniu i biciu, nie będę o tym gadał, zresztą huj ci do tego.

Na ulic było inaczej, nikt się tobą nie opiekował, nie dbał o to żebyś miał co jeść i nikogo nie obchodziło czy poszedłeś spać. Wtedy zrozumiałem, że mimo wszystko siostrzyczki o nas dbały i że to już nie wróci, sam muszę o siebie zadbać. Dołączyłem do dzieciaków z naszej ulicy, cała paczka miała może 10 twarzy. Głownie kradliśmy na targu, obrabialiśmy pijanych marynarzy i polowaliśmy na szczury dla zapłaty, za jednego szczura można kupić duży chleb, nie opłaca się ich jeść. Najgorzej było zimą, dla osłony przed zimnem chowaliśmy się w kanałach, czasem udało nam się ukraść drewno na opał albo nazbierać za miastem. Pierwszej zimy zmarła Utta, przeziębiła się, gdy strażnicy ja wrzucili do rzeki za kradzież jabłka. Dość szybko okazało się, że marny ze mnie złodziejaszek, byłem większy niż reszta, niezgrabny, za to dobrze się biłem a nasza paczka potrzebowała obrony. Przez dziesięć lat zajmowałem się wszystkim, za co dało się dostać miedziaka, kradłem, biłem, kiedyś nawet porwałem kitajskiego kota dla okupu. Nie umiem nawet policzyć ile razy lądowałem w dolnej wieży, ile spędziłem tam tygodni. Z naszej pierwszej bandy tylko ja żyję do dziś. Czasem jest ciężko, ale wiesz, takie życie nie jest złe, za dnia śpisz, a w nocy wychodzisz na łowy, jak Ranald ci sprzyja to za jeden wieczór możesz miesiąc potem nic nie robić, palić czarny korzeń, pić wino i dymać dziwki, lubię to życie, siostrzyczki zawsze mówiły, że skończymy w rynsztoku a to patrz kurwa, król życia!

Życie Volkera naznaczone jest przemocą, strachem i odnajdywaniem własnej wartości w gnębieniu słabszych od siebie. Jedyna miłość, jaką zna to ta, za którą trzeba zapłacić a jedyne szczęście to takie, które czujesz po butelce kwaśnego wina czy fajce czarnego ziela (od którego zresztą Volker jest uzależniony ) Tak naprawdę Volker to postać nieco tragiczna, produkt uboczny imperialnego snu, tacy nigdy nie dożywają starości.

VOLKER

WARHAMMER afterburner_effect